„Jesteśmy z tego
samego materiału, co nasze sny.”
William Szekspir
Wstałam
wcześniej, przez ten sen, którego nawet nie pamiętałam, nie mogłam już zasnąć.
Stałam w kuchni zalewając płatki mlekiem, gdy Tony wszedł do pomieszczenia.
- Cześć
Charlie. - Usiadł przy stole. – Robisz
sobie płatki.
-
Spostrzegawczy jesteś. – Uśmiechnęłam się do niego.
-
Zrobisz mi też?
Gdyby
moim bratem był ktoś inny to powiedziałabym mu, aby sam ruszył leniwy zadek i
sam je zrobił, ale moim bratem, adoptowanym ale zawsze bratem jest Tony Stark.
Tony Stark,
gdy jest taka potrzeba lub gdy się nudzi ubiera zbroje, wbrew przekonaniu
mediów, wcale nie z żelaza i ratuje świat, jako Iron Man. Toteż mogę mu czasem
zrobić śniadanie.
Kiedy siedzieliśmy
tak jedząc i komentując oglądany prze nas wczoraj film, gdy nagle zamilkliśmy.
- Tony?
- Tak.
-
Powiesz mi, co trzymacie pod kluczem do miesiąca? – To pytanie dręczyło mnie od
dawna.
- Nie. –
Odparł stanowczo.
-
Dlaczego? – Drążyłam temat.
- Bo on
jest niebezpieczny.
- Czyli
to jakiś facet! To niehumanitarne! – wybuchłam.
-
Charlotte… - mój brat był zrezygnowany, co nie zdarza mu się często.
- Tony…
skro mamy już ustalone nasze imiona.
- Muszę
pogadać z innymi.
- Dzięki
Tony. – cmoknęłam go w policzek i wybiegłam.
Jak się
spodziewałam przed domem stał samochód Johna, o który jego właściciel był
oparty.
John
Harrison wysoki szczupły, ale nie chudy, o średniej długości czarnych włosach,
miał wydatne kości policzkowe i niebiskie oczy, które tak lubiłam. Stał z
szerokim uśmiechem. Przywitałam się z nim, otworzył mi drzwiczki abym mogła
wsiąść. Po chwili jechaliśmy już w stronę naszej uczelni. Byliśmy na jednym
kierunku tyle, że ja na pierwszym roku a on na ostatnim.
* * *
Było po
15 kiedy szłam na kółko teatralne. Lubiłam na nie chodzić zawsze mogłam się tam
odstresować oderwać do rzeczywistości.
John
opowiedział mi pokrótce, co ciekawego się u niego działo.
-
Chodzisz dzisiaj bardzo zamyślona. – Stwierdził, gdy skończył opowieść o
przypale jednego z kolegów.
- Może. –
Faktem było, że tajemniczy ON zajmował mi myśli bardziej niż zwykle. Biłam się
z myślami czy mu o tym opowiedzieć, ale zrezygnowałam gdyż pani Forest zawołała
nas na scenę.
Dziś
mieliśmy jedną z ostatnich prób bez kostiumów, w przyszłym tygodniu mieliśmy wystawiać
uwspółcześnioną wersje Makbeta
Williama Szekspira. Grałam Lady Makbet i byłam z siebie bardzo dumna, że udało
mi się zdobyć tę rolę. Makbeta grał John.
Uwielbiałam
patrzeć na niego, kiedy jest na scenie. To jak wczuwał się w postać, gesty,
mimika, ton głosu. On grał ciałem i duszą.
On nie
grał Makbeta on na scenie był Makbetem.
Zrobiliśmy
jedną próbę, poszło gładko i prawie idealnie w sumie zajęło nam to 40 minut. Zarządzono
10 minutową przerwę a po niej kolejną próbę.
Wyjęłam
z torby mój telefon i odczytałam sms od Tony’ego.
„Młotek stwierdził, że nic się nie stanie jak go
poznasz. Jesteś duża dziewczynką, więc zadecydujesz sama ;D”
Odpisałam
mu, aby przejechała po mnie za godzinę jak będę po próbie.
Kiedy
jechaliśmy na miejsce opowiadałam Tony’emu różne historie, a mój brat słuchał,
z mniej lub bardziej udawanym, zainteresowaniem.
Byłam mu
wdzięczna, że mogłam z nim zawsze pogadać, nawet, gdy był zmęczony lub nie w
humorze.
Thora spotkaliśmy
już na miejscu, byłam zbyt podekscytowana by zapamiętywać szczegóły miejsca i
drogi do niego.
Tony
został przy wejściu do windy a ja wraz z Thorem zjeżdżaliśmy nią na poziom -7.
Były tam
trzy korytarze, w lewo, w prawo i prosto.
Poszliśmy
tym prosto już z tej odległości widziałam zarys postaci na jego końcu. Jakoś w
połowie tunelu w lewej ścianie za szyba była broń, piękna broń.
Spojrzałam
na postać na końcu korytarza, ubraną w czarno-złoto-zielony strój. Czułam na
sobie jego wzrok.
Pomieszczenie
u wylotu korytarza powiększało się do 5 metrów szerokości, między wyjściem a
celą było jakieś 2-3 metry.
W celi
stał wysoki, szczupły mężczyzn. Jego czarne,
sięgające ramion, proste włosy, miał lekko podwinięte na końcach. Miał piękne,
szmaragdowe oczy, choć może czasem iskrzyły się błękitem, z ciemnymi obwódkami.
Był bardzo blady, oraz miał szczupłą twarz, z wystającymi kościami policzkowymi.
Moje
serce zaczęło szaleć. Jaki był powód zamknięcia go tutaj?
- To
jest… - zaczął Thor.
- Jestem
Loki. Z Asgardu. – Odezwał się mimo zamknięcia za szybą było go dobrze słychać.
- Mój
brat. – Podsumował bóg grzmotów.
Spojrzałam
na potężnie zbudowanego Thora, z blond włosami, błękitnymi oczami, z twarzą
pokryta zarostem. Stanowili z Loki zupełne przeciwieństwa.
- To by
było wszystko. Wracajmy, twój brat będzie się martwił. Dowiedzenia braciszku.
Byłam
zbyt oszołomiona, aby protestować. Słyszałam tylko jak Thor powoli się oddala.
Lecz ja nadal stałam nieruchomo patrząc na boga kłamstw i psot. W końcu ruszyłam
w tę samą stronę, co Thor. Przy wejściu do tunelu przystanęłam na moment biłam
się z myślami czy się odwrócić.
- Do
zobaczenia Charlotte. – Odwróciłam głowę i ponowie spojrzałam na niego.
- Do
zobaczenia Loki. – Odrzekłam i ruszyłam, aby dogonić Thora.
_____________________
A więc jest pierwszy :D
Mam nadzieję, że się spodobał ^^
Przepraszam za błędy...
Komentujcie :*
Do napisania
CH