niedziela, 23 marca 2014

Rozdział Pierwszy

 „Jesteśmy z tego samego materiału, co nasze sny.”
William Szekspir

Wstałam wcześniej, przez ten sen, którego nawet nie pamiętałam, nie mogłam już zasnąć. Stałam w kuchni zalewając płatki mlekiem, gdy Tony wszedł do pomieszczenia.
- Cześć Charlie. -  Usiadł przy stole. – Robisz sobie płatki.
- Spostrzegawczy jesteś. – Uśmiechnęłam się do niego.
- Zrobisz mi też?
Gdyby moim bratem był ktoś inny to powiedziałabym mu, aby sam ruszył leniwy zadek i sam je zrobił, ale moim bratem, adoptowanym ale zawsze bratem jest Tony Stark.
Tony Stark, gdy jest taka potrzeba lub gdy się nudzi ubiera zbroje, wbrew przekonaniu mediów, wcale nie z żelaza i ratuje świat, jako Iron Man. Toteż mogę mu czasem zrobić śniadanie.
Kiedy siedzieliśmy tak jedząc i komentując oglądany prze nas wczoraj film, gdy nagle zamilkliśmy.
- Tony?
- Tak.
- Powiesz mi, co trzymacie pod kluczem do miesiąca? – To pytanie dręczyło mnie od dawna.
- Nie. – Odparł stanowczo.
- Dlaczego? – Drążyłam temat.
- Bo on jest niebezpieczny.
- Czyli to jakiś facet! To niehumanitarne! – wybuchłam.
- Charlotte… - mój brat był zrezygnowany, co nie zdarza mu się często.
- Tony… skro mamy już ustalone nasze imiona.
- Muszę pogadać z innymi.
- Dzięki Tony. – cmoknęłam go w policzek i wybiegłam.
Jak się spodziewałam przed domem stał samochód Johna, o który jego właściciel był oparty.
John Harrison wysoki szczupły, ale nie chudy, o średniej długości czarnych włosach, miał wydatne kości policzkowe i niebiskie oczy, które tak lubiłam. Stał z szerokim uśmiechem. Przywitałam się z nim, otworzył mi drzwiczki abym mogła wsiąść. Po chwili jechaliśmy już w stronę naszej uczelni. Byliśmy na jednym kierunku tyle, że ja na pierwszym roku a on na ostatnim.

* * * 

Było po 15 kiedy szłam na kółko teatralne. Lubiłam na nie chodzić zawsze mogłam się tam odstresować oderwać do rzeczywistości.
John opowiedział mi pokrótce, co ciekawego się u niego działo.
- Chodzisz dzisiaj bardzo zamyślona. – Stwierdził, gdy skończył opowieść o przypale jednego z kolegów.
- Może. – Faktem było, że tajemniczy ON zajmował mi myśli bardziej niż zwykle. Biłam się z myślami czy mu o tym opowiedzieć, ale zrezygnowałam gdyż pani Forest zawołała nas na scenę.
Dziś mieliśmy jedną z ostatnich prób bez kostiumów, w przyszłym tygodniu mieliśmy wystawiać uwspółcześnioną wersje Makbeta Williama Szekspira. Grałam Lady Makbet i byłam z siebie bardzo dumna, że udało mi się zdobyć tę rolę. Makbeta grał John.
Uwielbiałam patrzeć na niego, kiedy jest na scenie. To jak wczuwał się w postać, gesty, mimika, ton głosu. On grał ciałem i duszą.
On nie grał Makbeta on na scenie był Makbetem.
Zrobiliśmy jedną próbę, poszło gładko i prawie idealnie w sumie zajęło nam to 40 minut. Zarządzono 10 minutową przerwę a po niej kolejną próbę.
Wyjęłam z torby mój telefon i odczytałam sms od Tony’ego.
„Młotek stwierdził, że nic się nie stanie jak go poznasz. Jesteś duża dziewczynką, więc zadecydujesz sama ;D”
Odpisałam mu, aby przejechała po mnie za godzinę jak będę po próbie.

Kiedy jechaliśmy na miejsce opowiadałam Tony’emu różne historie, a mój brat słuchał, z mniej lub bardziej udawanym, zainteresowaniem.

Byłam mu wdzięczna, że mogłam z nim zawsze pogadać, nawet, gdy był zmęczony lub nie w humorze.

Thora spotkaliśmy już na miejscu, byłam zbyt podekscytowana by zapamiętywać szczegóły miejsca i drogi do niego.
Tony został przy wejściu do windy a ja wraz z Thorem zjeżdżaliśmy nią na poziom -7.
Były tam trzy korytarze, w lewo, w prawo i prosto.
Poszliśmy tym prosto już z tej odległości widziałam zarys postaci na jego końcu. Jakoś w połowie tunelu w lewej ścianie za szyba była broń, piękna broń.
Spojrzałam na postać na końcu korytarza, ubraną w czarno-złoto-zielony strój. Czułam na sobie jego wzrok.
Pomieszczenie u wylotu korytarza powiększało się do 5 metrów szerokości, między wyjściem a celą było jakieś 2-3 metry.
W celi stał wysoki, szczupły mężczyzn. Jego czarne, sięgające ramion, proste włosy, miał lekko podwinięte na końcach. Miał piękne, szmaragdowe oczy, choć może czasem iskrzyły się błękitem, z ciemnymi obwódkami. Był bardzo blady, oraz miał szczupłą twarz, z wystającymi kościami policzkowymi.
Moje serce zaczęło szaleć. Jaki był powód zamknięcia go tutaj?
- To jest… - zaczął Thor.
- Jestem Loki. Z Asgardu. – Odezwał się mimo zamknięcia za szybą było go dobrze słychać.
- Mój brat. – Podsumował bóg grzmotów.
Spojrzałam na potężnie zbudowanego Thora, z blond włosami, błękitnymi oczami, z twarzą pokryta zarostem. Stanowili z Loki zupełne przeciwieństwa.
- To by było wszystko. Wracajmy, twój brat będzie się martwił. Dowiedzenia braciszku.
Byłam zbyt oszołomiona, aby protestować. Słyszałam tylko jak Thor powoli się oddala. Lecz ja nadal stałam nieruchomo patrząc na boga kłamstw i psot. W końcu ruszyłam w tę samą stronę, co Thor. Przy wejściu do tunelu przystanęłam na moment biłam się z myślami czy się odwrócić.
- Do zobaczenia Charlotte. – Odwróciłam głowę i ponowie spojrzałam na niego.

- Do zobaczenia Loki. – Odrzekłam i ruszyłam, aby dogonić Thora.
_____________________
A więc jest pierwszy :D
Mam nadzieję, że się spodobał ^^
Przepraszam za błędy...
Komentujcie :*
Do napisania
CH

3 komentarze:

  1. O mój loki tak dużo rzeczy do szippowania puakisiam xdd dawaj drugi bo w hulka się zamienię xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe co sobie myślał Loki po ujrzeniu Charlotte. I za co on tam właściwie siedzi? Dużo jest pytań, mam nadzieję że odpowiedzi nadejdą już wkrótce.
    Pisz dalej
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń