"Reszta jest milczeniem."
William Szekspir
Była sobota.
Nareszcie.
Obudził mnie Tony
tuż po 9. Coś tam pomruczał i poszedł.
Przeciągnęłam się na
łóżku, mimo iż sporo spałam to byłam zmęczona. Zaczęłam chaotycznie szukać po
pościeli swojego telefonu oraz szkicownika, nad który siedziałam do późna.
Telefon znalazłam
pod poduszką, odczytałam smsa od John, w którym zaanonsował swoje przybycie o
9:30. Nie poruszył mnie ten fakt, mimo iż była już 9:31. Sięgnęłam po
szkicownik. Zaczęłam powoli przeglądać. Na pierwszej stronie Tony. Uśmiechnięty
Tony. Potem Tony i Pepper. John. Thor dumnie trzymający młot. Steven, jako
Kapitan Ameryka w pełnej okazałości. Jeszcze parę szkiców Tony’ego i Johna,
którzy najczęściej padają ofiarami mojego ołówka.
Ostatni przedstawiał
postać w pięknych żywych kolorach. Zarwałam nad min wczorajsza noc. Z kartki
spoglądał mężczyzna o bladej cerze czarnych prostych włosach zawiniętych na
końcach, o wydatnych kościach policzkowych i zielonych/niebieskich oczach.
Dlaczego napadło
mnie na narysowanie Lokiego?
Ciekawiło mnie skąd
Loki znał moje imię? W mediach na szczęście nie przejmują się małą siostrą
Starka, czy rozmawiali o mnie przy nim? Nie to nie w ich stylu…
To pytanie miało
pozostać bez odpowiedzi.
Nie było czasu nad
tym myśleć, szybko ogarnęłam się wrzuciłam szkicownik i piórnik do torby i
zeszłam na dół.
* * *
Pojechaliśmy z
Johnem nad Wielki Kanion Kolorado. Zajęło nam to trochę czasu, ale było warto.
Kręciło się tak trochę ludzi, no, ale tam zawsze ktoś się kręci. Turyści krążą
przed zachwycając się pięknem widoków we wszystkich językach świata. Robią
zdjęcie sobie nawzajem lub też robią selfie.
Staliśmy na tarasie
widokowym. Och, było tam tak pięknie!
Spojrzałam w dół na
wszechogarniającą pustkę, w wielkiej odległości rysował się kontur dna kanionu.
Nagle poczułam jak
John kuje mnie w żebra. Ze śmiechem zaczęłam uciekać aż zbiegłam z tarasu
widokowego. Przestało mi być do śmiechu, gdy wypadł mi szkicownik. John
podniósł go na taką wysokość, że nie potrafiłam doścignąć. Zaczął go
przeglądać, normalnie by mnie to nie ruszyło, ale John nie powinien wiedzieć o
Lokim.
Zaczął przeglądać
rysunki z zainteresowaniem i podziwem, mimo, że wszystkie już widział, poza ostatnim.
- Kto to? Ten,
którego podpisałaś „Loki”?
- To długa historia.
– Wyrwałam mu zeszyt i schowałam do torby.
- Mamy czas słucham.
– Uśmiechnął się szeroko.
Odeszłam kilka
kroków dalej. Poczułam okropny rozsadzający ból w głowie. Pomimo prób głębokich
wdechów brakowało mi tchu. Bezwładnie poleciałam w tył lądując w ramionach
Johna.
* * *
Pii, przerwa, Pii,
przerwa, Pii, przerwa.
Słyszałam to
równomierne piszczenie tuż nad uchem. Otworzyłam oczy, lecz natychmiast tego
pożałowałam. W pokoju było za mocne światło i minęła chwila min się do niego
przyzwyczaiłam. Leżałam w szpitalnej sali przypięta do jakiś aparatur.
- Charlie? – Głos
Johna dobiegał z bliska.
Zauważyłam, że
trzyma moją dłoń, czułam to ciepło. Patrzyłam w jego zatroskane niebieskie oczy
uśmiechał się delikatnie. Zapewne równomierne pikanie przyśpieszyło.
- Co się stało? – Spytałam.
- Zemdlałaś,
straciłaś przytomność na kilka godzin. Lekarze stwierdzili, że nic ci nie jest.
Tony tu jest.
- Tak? – Uśmiechnęłam
się.
- Zjawiła się krótko
po tym jak cię tu przywieziono.
Do sali wparował
wysoki blondyn o bladej cerze, zaraz za nim szedł Tony.
- Przestałby pan w
końcu podważać moje kompetencje? – Odezwał się przyjemnym głosem.
- Ja nie podważam
pańskich kompetencji.
Powaga, z jaką Tony
to powiedział uspokoiła doktora. Odwrócił się w moją stronę i zamierzał coś powiedzieć,
gdy ponownie odezwał się Stark.
- Nie można podważać
czegoś, czego nie ma.
- Państwo wybaczą. –
Wyszedł z sali.
Tony pokazał język
plecom doktora. Wieczne dziecko
pomyślałam
- Ten wyspecjalizowany
medyk powiedział, że cię jutro wypiszą.
- Odbierzemy cię. – John
uśmiechnął się ciepło.
- Tak. – Wiedziałam,
że Tony wolałby to zrobić samemu, bo nie był przekonany do Johna. A zresztą on
do nikogo nie jest przekonany.
Zmorzył mnie sen.
Kiedy się obudziłam Tony spał na fotelu. Dłoń Johna zacisnęła się na mojej.
- Śpij, Charlie. – Powiedział
kojącym głosem.
- Idziesz gdzieś? – Mój
głos był senny. Widziałam Johna ubranego w kurtkę.
- Nie, zimno mi
było. Nie zostawię cię. – Uśmiechnął się.
Byłam zbyt zmęczona,
aby podważać autentyczność i sens jego słów. Zasnęłam czując nasze splecione
dłonie.
* * *
Loki przemierzał
swoją cele. Krążył w te i z powrotem, z znudzoną miną. Znał swoją cele na tyle,
że nawet z zamkniętymi oczami wiedział ile może zrobić kroków, aby nie uderzyć
w jej ściany.
Gdy tak chodził
zastanawiał się, dlaczego wciąż go tu trzymają. Skoro Thor jest tutaj można się
znowu przemieszczać między Asgardem a Midgardem. Co więc powstrzymywało Thora
przed zabraniem go stąd?
Czyżby T.A.R.C.Z.A
trzymała go w garści?
Zaśmiał się na tę
myśl. Ta sytuacja była dobra. Bardzo dobra. Pasowała idealnie do jego planu.
Loki usłyszał jakiś
odgłos, jakby szamotanina a potem odgłos spokojnych miarowych kroków.
- W samą porę. – Szeroki
uśmiech zagościł na twarzy Lokiego. Spojrzał na osobę, która stanęła naprzeciw
niego. Byli podobnego wzrostu. No, może Loki był trochę wyższy. Osobnik miał
czarne włosy zaczesane zgrabnie do tyłu, wydatne kości policzkowe, ubrany w garnitur
jak większość agentów.
Loki wiedział jedno:
przybycie Khana oznaczało jedno, że gra się właśnie zaczęła.
- Maszyna ruszyła
nie ma już odwrotu.
- Nareszcie. – Loki uśmiechnął
się zadowolony. Czekał spokojnie aż Khan go wypuści. Nie obawiał się nawałnicy
agentów, bo w końcu, co to dla niego namieszać przy monitoringu. Zastąpiwszy
siebie hologramem Loki udał się korytarzem. Przystanął przy berle, przyglądał
mu się. Wiedział, że musi je tu jeszcze zostawić.
Loki zmienił swój
wygląd na jednego z agentów T.A.R.C.Z.Y. Który go pilnował. Wyjechali na poziom
zerowy.
- Pierwsza zasada
uciekiniera nie przyśpieszają kroku.
- Nie pouczaj mnie. –
Loki był bardziej urażony tym, że Khan nazwał go uciekinierem niż tym, że go
poucza.
Wyszli z budynku nie
wzbudzając podejrzeń. Wsiedli do białego Jaguara. Loki ucieszył się faktem, że
może wrócić do swojej postaci. Spostrzegł w lusterku, że zobaczył czarną
kurtkę.
- Widziałeś ją,
Loki? – Asgardczyk w zamyśleniu spojrzał przed siebie.
- O tak. Nadaje się idealnie.
Przez myśl Lokiego
przeszło jak wielką role odegra ta dziewczyna, jak wiele będzie od niej
zależeć. Czy nie za wiele.
Ale ona już należała
do niego.
_______________
Wybaczcie wszystkie błędy :D
Do napisania
CH
Perspektywa Lokiego >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
OdpowiedzUsuńSassy Tony najlepszy Tony.
John jaki opiekuńczy *.*
Khan to Khan i się nie wypowiem bo coś powiem i będzie źle.
Utrata przytomnościu przez Charlotte? Ciekawe...
PS widzę że zmieniłaś czarne auto na białego Jaguara xDD Ahh #GoodToBeBad
Nie wytrzymam czekania do 20... Męczysz dziewczyno i to bardzo!
OdpowiedzUsuńJeszcze nich się nam Jim zjawi i Thor się ojcem okaże X_X Umarłabym wtedy!
Ejjj.... Gdzie mój rozdział?
Usuńjest juz napisany muszę go tylko poprawić i zaraz dodaję <3
UsuńCuuuudoooo :*
OdpowiedzUsuń