poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział Drugi

"Reszta jest milczeniem."
William Szekspir

Była sobota. Nareszcie.
Obudził mnie Tony tuż po 9. Coś tam pomruczał i poszedł.
Przeciągnęłam się na łóżku, mimo iż sporo spałam to byłam zmęczona. Zaczęłam chaotycznie szukać po pościeli swojego telefonu oraz szkicownika, nad który siedziałam do późna.
Telefon znalazłam pod poduszką, odczytałam smsa od John, w którym zaanonsował swoje przybycie o 9:30. Nie poruszył mnie ten fakt, mimo iż była już 9:31. Sięgnęłam po szkicownik. Zaczęłam powoli przeglądać. Na pierwszej stronie Tony. Uśmiechnięty Tony. Potem Tony i Pepper. John. Thor dumnie trzymający młot. Steven, jako Kapitan Ameryka w pełnej okazałości. Jeszcze parę szkiców Tony’ego i Johna, którzy najczęściej padają ofiarami mojego ołówka.
Ostatni przedstawiał postać w pięknych żywych kolorach. Zarwałam nad min wczorajsza noc. Z kartki spoglądał mężczyzna o bladej cerze czarnych prostych włosach zawiniętych na końcach, o wydatnych kościach policzkowych i zielonych/niebieskich oczach.
Dlaczego napadło mnie na narysowanie Lokiego?
Ciekawiło mnie skąd Loki znał moje imię? W mediach na szczęście nie przejmują się małą siostrą Starka, czy rozmawiali o mnie przy nim? Nie to nie w ich stylu…
To pytanie miało pozostać bez odpowiedzi.
Nie było czasu nad tym myśleć, szybko ogarnęłam się wrzuciłam szkicownik i piórnik do torby i zeszłam na dół.


* * * 



Pojechaliśmy z Johnem nad Wielki Kanion Kolorado. Zajęło nam to trochę czasu, ale było warto. Kręciło się tak trochę ludzi, no, ale tam zawsze ktoś się kręci. Turyści krążą przed zachwycając się pięknem widoków we wszystkich językach świata. Robią zdjęcie sobie nawzajem lub też robią selfie.
Staliśmy na tarasie widokowym. Och, było tam tak pięknie!
Spojrzałam w dół na wszechogarniającą pustkę, w wielkiej odległości rysował się kontur dna kanionu.
Nagle poczułam jak John kuje mnie w żebra. Ze śmiechem zaczęłam uciekać aż zbiegłam z tarasu widokowego. Przestało mi być do śmiechu, gdy wypadł mi szkicownik. John podniósł go na taką wysokość, że nie potrafiłam doścignąć. Zaczął go przeglądać, normalnie by mnie to nie ruszyło, ale John nie powinien wiedzieć o Lokim.
Zaczął przeglądać rysunki z zainteresowaniem i podziwem, mimo, że wszystkie już widział, poza ostatnim.
- Kto to? Ten, którego podpisałaś „Loki”?
- To długa historia. – Wyrwałam mu zeszyt i schowałam do torby.
- Mamy czas słucham. – Uśmiechnął się szeroko.
Odeszłam kilka kroków dalej. Poczułam okropny rozsadzający ból w głowie. Pomimo prób głębokich wdechów brakowało mi tchu. Bezwładnie poleciałam w tył lądując w ramionach Johna.


* * *



Pii, przerwa, Pii, przerwa, Pii, przerwa.
Słyszałam to równomierne piszczenie tuż nad uchem. Otworzyłam oczy, lecz natychmiast tego pożałowałam. W pokoju było za mocne światło i minęła chwila min się do niego przyzwyczaiłam. Leżałam w szpitalnej sali przypięta do jakiś aparatur.
- Charlie? – Głos Johna dobiegał z bliska.
Zauważyłam, że trzyma moją dłoń, czułam to ciepło. Patrzyłam w jego zatroskane niebieskie oczy uśmiechał się delikatnie. Zapewne równomierne pikanie przyśpieszyło.
- Co się stało? – Spytałam.
- Zemdlałaś, straciłaś przytomność na kilka godzin. Lekarze stwierdzili, że nic ci nie jest. Tony tu jest.
- Tak? – Uśmiechnęłam się.
- Zjawiła się krótko po tym jak cię tu przywieziono.
Do sali wparował wysoki blondyn o bladej cerze, zaraz za nim szedł Tony.
- Przestałby pan w końcu podważać moje kompetencje? – Odezwał się przyjemnym głosem.
- Ja nie podważam pańskich kompetencji.
Powaga, z jaką Tony to powiedział uspokoiła doktora. Odwrócił się w moją stronę i zamierzał coś powiedzieć, gdy ponownie odezwał się Stark.
- Nie można podważać czegoś, czego nie ma.
- Państwo wybaczą. – Wyszedł z sali.
Tony pokazał język plecom doktora. Wieczne dziecko pomyślałam
- Ten wyspecjalizowany medyk powiedział, że cię jutro wypiszą.
- Odbierzemy cię. – John uśmiechnął się ciepło.
- Tak. – Wiedziałam, że Tony wolałby to zrobić samemu, bo nie był przekonany do Johna. A zresztą on do nikogo nie jest przekonany.

Zmorzył mnie sen. Kiedy się obudziłam Tony spał na fotelu. Dłoń Johna zacisnęła się na mojej.
- Śpij, Charlie. – Powiedział kojącym głosem.
- Idziesz gdzieś? – Mój głos był senny. Widziałam Johna ubranego w kurtkę.
- Nie, zimno mi było. Nie zostawię cię. – Uśmiechnął się.
Byłam zbyt zmęczona, aby podważać autentyczność i sens jego słów. Zasnęłam czując nasze splecione dłonie.


* * *


Loki przemierzał swoją cele. Krążył w te i z powrotem, z znudzoną miną. Znał swoją cele na tyle, że nawet z zamkniętymi oczami wiedział ile może zrobić kroków, aby nie uderzyć w jej ściany.
Gdy tak chodził zastanawiał się, dlaczego wciąż go tu trzymają. Skoro Thor jest tutaj można się znowu przemieszczać między Asgardem a Midgardem. Co więc powstrzymywało Thora przed zabraniem go stąd?
Czyżby T.A.R.C.Z.A trzymała go w garści?
Zaśmiał się na tę myśl. Ta sytuacja była dobra. Bardzo dobra. Pasowała idealnie do jego planu.
Loki usłyszał jakiś odgłos, jakby szamotanina a potem odgłos spokojnych miarowych kroków.
- W samą porę. – Szeroki uśmiech zagościł na twarzy Lokiego. Spojrzał na osobę, która stanęła naprzeciw niego. Byli podobnego wzrostu. No, może Loki był trochę wyższy. Osobnik miał czarne włosy zaczesane zgrabnie do tyłu, wydatne kości policzkowe, ubrany w garnitur jak większość agentów.
Loki wiedział jedno: przybycie Khana oznaczało jedno, że gra się właśnie zaczęła.
- Maszyna ruszyła nie ma już odwrotu.
- Nareszcie. – Loki uśmiechnął się zadowolony. Czekał spokojnie aż Khan go wypuści. Nie obawiał się nawałnicy agentów, bo w końcu, co to dla niego namieszać przy monitoringu. Zastąpiwszy siebie hologramem Loki udał się korytarzem. Przystanął przy berle, przyglądał mu się. Wiedział, że musi je tu jeszcze zostawić.
Loki zmienił swój wygląd na jednego z agentów T.A.R.C.Z.Y. Który go pilnował. Wyjechali na poziom zerowy.
- Pierwsza zasada uciekiniera nie przyśpieszają kroku.
- Nie pouczaj mnie. – Loki był bardziej urażony tym, że Khan nazwał go uciekinierem niż tym, że go poucza.
Wyszli z budynku nie wzbudzając podejrzeń. Wsiedli do białego Jaguara. Loki ucieszył się faktem, że może wrócić do swojej postaci. Spostrzegł w lusterku, że zobaczył czarną kurtkę.
- Widziałeś ją, Loki? – Asgardczyk w zamyśleniu spojrzał przed siebie.
- O tak. Nadaje się idealnie.
Przez myśl Lokiego przeszło jak wielką role odegra ta dziewczyna, jak wiele będzie od niej zależeć. Czy nie za wiele.

Ale ona już należała do niego.
_______________
Wybaczcie wszystkie błędy :D
Do napisania
CH

5 komentarzy:

  1. Perspektywa Lokiego >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
    Sassy Tony najlepszy Tony.
    John jaki opiekuńczy *.*
    Khan to Khan i się nie wypowiem bo coś powiem i będzie źle.
    Utrata przytomnościu przez Charlotte? Ciekawe...
    PS widzę że zmieniłaś czarne auto na białego Jaguara xDD Ahh #GoodToBeBad

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wytrzymam czekania do 20... Męczysz dziewczyno i to bardzo!
    Jeszcze nich się nam Jim zjawi i Thor się ojcem okaże X_X Umarłabym wtedy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ejjj.... Gdzie mój rozdział?

      Usuń
    2. jest juz napisany muszę go tylko poprawić i zaraz dodaję <3

      Usuń